Głównej zawartości

stypendiumbanner

Skład wyprawy tworzyli Łukasz Depta i Wojciech Kozub. Celem było przejście dziewiczej, zachodniej ściany Swachand Peak (6721m).

Swachand Peak (6721m)Swachand Peak (6721m)

Z ostatniej wioski, Gangotri pod ścianę naszego celu było aż 52 kilometry trekkingu. Podejście zajęło nam pięć dni. Podczas pierwszych dwóch dni marszu pomagała nam dwójka wynajętych tragarzy. Z nimi doszliśmy do bazy 'Tapowan' pod szczytem Shiwling na wysokości około 4300m. Niestety większą i bardziej uciążliwą resztę trasy byliśmy zmuszeni pokonać sami, gdyż dla tragarzy dalszy odcinek lodowca Gangotri był zbyt niebezpieczny. Odcinek ten pokonaliśmy na dwa razy mając za każdym razem w plecakach po dwadzieścia pięć kilo. Po dziesięciu dniach transportu mieliśmy już cały sprzęt w założonej bazie u wylotu Swachand Glacier.

Po rekonesansie podczas którego podeszlismy pod Swachanda okazało się, że w ścianie panują bardzo niebezpieczne warunki; lawiniaste pola śnieżne pomiędzy stromymi fragmentami ściany. Mimo ekspozycji zachodniej i słońca, które operowało nawet dość długo, śnieg ten ze względu na niskie temperatury nie ulegał metamorfizacji. W nocy temperatura spadała poniżej -30 stopni, w dzień cały czas było sporo poniżej zera. Przyczyną poważnego zagrożenia lawinowego były opady śniegu - średnio co dwa dni oraz niskie temperatury i silny wiatr tworzący sprasowane poduchy. Po dokładnym przeanalizowaniu sytuacji stwierdziliśmy, że działanie w takich warunkach wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem. Nie poddaliśmy się od razu, lecz udaliśmy się na rekonesans do doliny, z której wiedzie normalna droga na Swachanda. Nasze obawy potwierdziły się; droga normalna nie przedstawiająca trudności technicznych była również w tych warunkach bardzo niebezpieczna ze względu na zagrożenie lawinowe.

Przez kolejne dni czekaliśmy na poprawę warunków. Pogoda jednak stawała się coraz gorsza- oprócz przelotnych opadów śniegu, silny wiatr i bardzo niskie temperatury.

Mieliśmy fajną przygodę; dwa razy z rzędu około północy odwiedziła nas śnieżna pantera. Na szczęście była pokojowo nastawiona, tylko może trochę zdziwiona, że na tym odludziu ktoś mieszka oprócz niej. W promieniu 25 kilometrów od naszego obozu w Swachand Glacier nie było żywej duszy.

Bezpośrednią przyczyną niezrealizowania zamierzonego celu były złe warunki lodowo-śniegowe. Naszym błędem prawdopodobnie był zbyt późny termin wyjazdu. Liczyliśmy, że w październiku będzie stabilniejsza pogoda. Okazało się, że w tym czasie panują już warunki późno jesienne a nawet przedzimowe.

Podczas pobytu w górach używaliśmy sprzętu dostarczonego przez Fundację im. Anny Pasek. Zaraz przy wejściu na lodowiec Gongotri uruchomiliśmy odbiornik GPS. Dzięki rejestrowaniu śladu oraz punktów orientacyjnych już w drugiej turze wahadłowego przenoszenia sprzętu do bazy, mogliśmy zoptymalizować drogę przejścia przez bardzo skomplikowany orientacyjnie lodowiec. Dzięki temu finalnie czas przejścia tego odcinka skrócił się o połowę to jest z dwóch dni do jednego. Czynność ta zabezpieczała nam jednocześnie drogę powrotną w dolinę w razie dłuższego załamania pogody. Po dotarciu do doliny Swachand, w rozpoznaniu topografii otaczających ją szczytów pomogła nam dostarczona przez Fundację wydrukowana mapa satelitarna oraz dane w odbiorniku GPS. Jeszcze w Polsce używając oprogramowania odbiornika GPS i podkładu tej samej mapy satelitarnej wprowadziliśmy do jego pamięci lokalizacje szeregu punktów, między innymi lokalizacje wierzchołków, przebieg grani oraz przebieg ewentualnych dróg odwrotu. Na rekonesans w głębi doliny Swachand zabraliśmy przygotowane przez Fundacje zestawy lawinowe, tj. odbiorniki lawinowe Mammut Pulse, sondy lawinowe oraz plastikowe łopaty; te same łopaty pomogły nam również przy budowie bazy. Podczas rekonesansu dopadło nas załamanie pogody. Przy gęstym opadzie śniegu, silnym wietrze i zerowej widoczności, częściowo już po zmroku, odbiornik GPS doprowadził nas bezbłędnie do oddalonego początkowo o 6 kilometrów namiotu.

Podczas całej wyprawy mieliśmy przy sobie również bardzo dobrze zaopatrzone apteczki od Fundacji. Na szczęście musieliśmy korzystać z nich tylko w niewielkim stopniu.

Swachand Peak (6721m)Bardzo dziękujemy za wsparcie: Polskiemu Związkowi Alpinizmu, Fundacji Jerzego Kukuczki i Fundacji imienia Anny Pasek.